I found my life was slipping through my hands


Krakowski Zakrzówek, a po jego drugiej stronie "Ognisko Kwietniowe" na (podobno) 20 tysięcy ludzi. Byłoby fajniej, milej i ciekawiej, gdybym tylko się mniej przejmowała i bardziej ogarnęła. No i może gdyby ludzie wzięli ze sobą oprócz hektolitrów alkoholu troszkę rozumu i m.in. nie skakali ze skał, ale to chyba zbyt wygórowane życzenie. Za rok obecność i sto razy lepsza zabawa obowiązkowa!

I wanna see the sun blotted out from the sky

 
Poopowiadałabym Wam coś, ale większość rzeczy siedzących mi w głowie po prostu się nie nadaje do rozpowszechniania. Za to chętnie podzielę się wrażeniami ze spektaklu "Chory z urojenia", na którym dzisiaj byłam. Główną rolę grał Andrzej Grabowski wszystkim bardzo dobrze znany, jednak muszę przyznać, że mnie nie zachwycił. Ani on, ani cały spektakl. Nie jestem zbyt wielką fanką teatru, ale myślę, że coś na prawdę dobrego potrafiłabym docenić. "Chory z urojenia" jednak kompletnie nie wpasował się w moje gusta. Choć może jednak rzeczywiście się nie znam.. Na dodatek w piątek na angielskich piszemy recenzję tego spektaklu, ech. Dziwne, że na języku angielskim piszemy więcej wypracowań i prac klasowych (typowo pod rozszerzoną maturę już..) niż na języku polskim. Ale co zrobić? Pewnie w drugiej klasie będzie rzeźnia pod tym względem. :)
A teraz może już pochwalę się łabędziami?!

Na koniec jeszcze mały, słodki, obślizgły bonusik i lecę spać. :) Dobranoc!

We won't give pause until the blood is flowing


Witam nareszcie w wiosennym nastroju! Kiedy za oknem wszystko budzi się do życia, trawa zaczyna się zielenić, na drzewach rosną pierwsze listki, a ogródki powoli zamieniają się w kolorowe, pachnące dywany! Słońce nareszcie nas pieści swoimi promykami i generalnie nareszcie człowiek po półrocznej zimie nabiera ochoty do życia, do wstawania z łóżka, a nawet robienia tego z uśmiechem na ustach. Na prawdę w taką pogodę dużo lepiej mi się funkcjonuje i gdyby nie ciężki weekend, po którym dalej odczuwam pewne uszczerbki na zdrowiu fizycznym i psychicznym, to byłabym dzisiaj cholernie szczęśliwa! No może, tylko troszeczkę szczęśliwa, ale zawsze byłoby to jakieś szczęście. :)



Jak na razie szczęścia nie ma, są tylko myśli. Dużo, dużo myśli i jeszcze więcej myśli, które napędzają kolejne myśli. Czasami w sumie warto odłączyć się od rzeczywistości i zanurzyć się głęboko w tym, co w głowie, jednak.. Ja jako realista, wolę stąpać sobie po świecie, gdzie istnieje tylko to co widzę i nic więcej mnie nie obchodzi, dlatego myślenie i rozkminianie mnie bardzo męczy i wręcz gubi. Najważniejsze są fakty i wydarzenia, wszystko inne mam gdzieś! I obym dała radę się tego trzymać.


Przestałabym już może filozofować, bo to głupie. Przejdę do rzeczy przyziemnych!
Sobotnia chęć spaceru i korzystania z cudownej pogody zaprowadziła mnie z przyjaciółką do dawno nie odwiedzanego miejsca, które wiosną szczerze uwielbiam - pobliskiego zalewu. W sumie nie jest to jeszcze czas, kiedy naokoło jest zielona dżungla, wyspa jest cała zarośnięta, a po powierzchni wody pływają malutkie, słodziutkie kaczuszki, jednak i tak jest pięknie! Matka Natura zrobiła nam jednak psikusa i w przeciągu dosłownie kilku minut przysłoniła słońce ciemnymi chmurami i tak oto ukazała nam się pierwsza w tym roku burza! Tak jest, burza "z krwi i kości" - był grzmoty, błyskawice (nie udało mi się żadnej uchwycić :c) i wielkie krople deszczu. Na szczęście burza równie szybko jak się pojawiła także znikła pozostawiając po sobie tylko i wyłącznie świeży zapach ozonu. :)


Mam już przygotowane zdjęcia do kolejnych kilku postów, tak więc chyba będę się odzywać troszkę częściej. Przynajmniej się jak zwykle będę starać, bo szkoła i moja wrodzona mania odkładania wszystkiego na ostatnia chwilę mi to mogą uniemożliwić. A co do szkoły to jutro jest zebranie i trzymajcie kciuki żeby było wszystko okej, bo z ocenami ostatnio różnie bywa, szczególnie matematykę ostatnio zawalam notorycznie, pomimo że jestem pewna, że, kurcze, wszystko umiem. Za to jestem absolutnie dumna z siebie, bo dostałam dzisiaj z francuskiego nie ucząc się niczego w domu +4 z odpowiedzi, a jak wiecie lub nie wiecie, to mój pierwszy rok nauki tego języka i na początku szło mi strasznie słabo, na szczęście zdążyłam się już trochę osłuchać, słówka wchodzą mi całkiem łatwo do głowy i generalnie jestem z siebie zadowolona - nauczycielka też mi powiedziała, że jest zadowolona, haha. Ale dość już chwalenia się, zostawiam Was z dwoma ostatnimi zdjęciami, jednym jakże pozytywnym, bo pierwszym zielonym listkiem, którego zobaczyłam, drugie natomiast może wzbudzić mniej pozytywne emocje - w końcu dawno się nie pokazywałam, ale mówi się trudno! Trzymajcie się, pozdrawiam. <3


There's a crack in my soul, you thought it was a smile.


Tak, wiem, jestem straszna! Jakoś dziwnie szybko zleciał mi ten miesiąc, kiedy nie pisałam. Jednak najgorsze jest to, że przez te cztery tygodnie pogoda się ani trochę nie zmieniła. Jak już wspominałam ostatnio - na prawdę wszystko w moim mózgu kręci się wokół czekania na wiosnę i właśnie przez fakt, że za oknami dalej niepokonana, zimowa aura, tak długo nie pisałam (zima = zero zdjęć). Żyję nadzieją i wiarą, że tym razem meteorologom udało się dobrze przepowiedzieć pogodę i już od tego tygodnia zacznie się ocieplać, bo w innym wypadku na prawdę zwariuję - zresztą już zaczęłam. Na szczęście dzisiejsze 7 (a nawet 10) stopni i słoneczko wypełniło mnie pozytywną energią i optymizmem. Trudno, że jednak trochę zmarzłam w ramonesce - ważne, że dało się chociaż minimalnie odczuć wiosnę. I oby śnieg nas już  tym sezonie nie zaskoczył!


Za nami już Wielkanoc, a ja z różnych powodów spędziłam te kilka świątecznych dni głównie na leżeniu w łóżku i oglądaniu filmów i seriali. Z braku nowych odcinków seriali, które oglądam na bieżąco wzięłam się za "2 Brokę Girls", czyli komedii, która oficjalnie zajęła miejsce HIMYM w roli mojego idealnego, legalnego antydepresantu. :D Dość prosta, jednak wciągająca historia dwóch "spłukanych" dziewczyn, pełna humoru, który w stu procentach do mnie trafia. Zdecydowanie polecam osobom szukającym czegoś lekkiego na umilenie nudnego wieczoru. :) Oprócz tego ostatnio zaczęłam oglądać "Shameless", jednak po dwóch odcinkach mogę powiedzieć tylko, że pomysł na serial całkiem fajny, ale nie wciągnęło mnie specjalnie, może kiedyś obejrzę kilka epizodów więcej i bardziej mi się spodoba. Nawiązując jeszcze do tytułów, do których nie jestem do końca przekonana, to jakiś czas temu oglądnęłam pierwszy sezon sławnego i w sumie chwalonego serialu "Breaking Bad", ale nie zachwycił mnie ani trochę. Sięgałam po niego tylko w chwilach kompletnej nudy i chyba nie zamierzam zagłębiać się w kolejne sezony. 


Filmów w ostatnich dniach widziałam na prawdę sporo, bo jak już zabieram się za seans filmowy, to potrafię obejrzeć po trzy filmy pod rząd. Moim zdecydowanym faworytem i chyba od tej pory ulubionym filmem, jest "Shutter Island" - "Wyspa Tajemnic" w głównej roli z Leonardo DiCaprio. Jak dla mnie był rewelacyjny. Dość ciężki, momentami straszny i wstrząsający, jednak ogląda się go bardzo dobrze, historia niesamowicie wciąga, jest zagmatwana, a koniec przedstawia ją jeszcze w zupełnie innym świetle, pozostawiając nam w głowie przysłowiowy mindfuck. Długo siedział mi w myślach, w przeciwieństwie do innych filmów, które oglądałam przez te kilka dni - "Shutter Island" je zdecydowanie przyćmił. Nawet "Incepcja" wydała mi się totalnie blada w porównaniu do wyżej wymienionego tytułu. :) Tak więc jeśli ktoś jeszcze nie sięgnął po ta pozycję to nie ma na co czekać, bo żaden opis ani recenzja nie jest w stanie oddać tego co dzieje się na ekranie. I tak właściwie to jedyny film, który ostatnio mnie zachwycił. Wspomniana już "Incepcja", co do której miałam spore oczekiwania troszkę mi się dłużyła i momentami wydawała mi się nudna. Nie twierdzę, że film był zły - był dobry, ale miałam nadzieję na coś, co mnie bardziej porwie. Co do "Milczenia owiec" mam dokładnie takie same odczucia. Filmem, który całkiem mi się spodobał był "Donnie Darko", bo to taki typ historii, które uwielbiam oglądać - mroczne, pogmatwane, nie do końca jasne, dodatkowo z fajnym aktorem w roli głównej - uwielbiam Jake'a Gyllenhaala i jego uśmiech w tym filmie.<3 Warto tu jeszcze wspomnieć o tytule "The Girl Next Door" - "Dziewczyna z sąsiedztwa". Do obejrzenia filmu zachęciła mnie książka autorstwa Jacka Ketchuma o takim samym tytule. Jest to niesamowicie tragiczna i wstrząsająca historia, wiele ludzi na forach pisze, że nie było w stanie ani przeczytać do końca książki, ani oglądnąć filmu. Ja przebrnęłam przez obie pozycje i jak książka wywarła na mnie wielkie wrażenie (w trakcie czytania nawet zdarzyło mi się uronić kilka łez), tak film okazał się być niestety średni. Książka jest zdecydowanie godna bliższego zapoznania się, jednak trudno mi ocenić czy film (tak samo jak drugi film pt. "American Crime", który ma niemalże taką samą fabułę jak "The Girl Next Door" i jest na raczej takim samym poziomie) jest warty obejrzenia, czy jednak nie. :) Ostatnia ekranizacja, o której wspomnę to "Igrzyska Śmierci". Zachęcona pozytywnymi opiniami - zobaczyłam i niestety się zawiodłam. Liczyłam na coś więcej, tym bardziej, że fabuła miała całkiem niezły potencjał.
Teraz tylko muszę sobie przygotować listę filmów na weekend i obowiązkowo wybrać się do kina na "Intruza"!


Nie mogę obiecać większej częstotliwości pisania, będę starała się robić zdjęcia tak często, jak tylko będzie się dało, ale co z tego wyjdzie, sama nie wiem. Szkoła zdecydowanie mi nie pomaga, bo uwielbiają nas zawalać stertami zadań oraz nauki, ale jakoś trzeba będzie się spiąć i się odzywać! Poza tym mam wielką ochotę na zmianę szablonu, bo na obecny nie mogę już patrzeć. Za to z podziwem oglądam szablony na blogach graficznych i zastanawiam się, czy kiedykolwiek jeszcze wyjdzie mi coś normalnego w Photoshopie, albo czy przynajmniej ogarnę CSS, żeby nadać blogowi ciekawy, oryginalny wygląd.. Może w najbliższym czasie w końcu uda mi się nad tym troszkę posiedzieć, trzymajcie kciuki. :)
A teraz już życzę dobrej nocy i przetrwania jakoś do piątku. :D Pozdrawiam!