If God is our Father, then Satan must be our cousin.


Nie ma to jak zdrowy tryb życia (namiastkę pokazałam w poprzedniej notce)! Godzina dwudziesta trzecia, łóżeczko, laptop i tłuste frytki. Wcześniej w końcu udany grill - kiełbaska z grilla zjedzona - już mogę umierać! Nawet słoneczko mnie troszkę chwyciło (nie wspominam o tym jak "chwyciły" mnie kochane komary), więc istnieje całkiem realna szansa, żebym w tym roku stała się murzynem, ewentualnie czekoladką. Jutro powtórka z rozrywki, tylko z większym rozmachem, ciekawe czy tym razem pogoda dopisze i nie zaskoczy nas ulewą tak jak we wtorek. teraz tylko wystarczy iść spać, żeby uśmierzyć ból głowy (siedzenie godzinami w słońcu niestety nie współgra z moim organizmem) i cieszyć się jutro ostatnimi chwilami tych majowych mini wakacji. :) Przy okazji jeszcze pomęczę Was troszkę chmurkowymi zdjęciami z Zakopanego (niestety bądź stety, to nie ostatni tego typu post :) !
Trzymajcie się.<3

1 komentarz:

  1. Hello! I've been reading your blog for a long time now and finally got the bravery to go
    ahead and give you a shout out from Houston Texas! Just wanted to say keep up the excellent
    job!

    My website Is Heven Real - ,

    OdpowiedzUsuń