We won't give pause until the blood is flowing


Witam nareszcie w wiosennym nastroju! Kiedy za oknem wszystko budzi się do życia, trawa zaczyna się zielenić, na drzewach rosną pierwsze listki, a ogródki powoli zamieniają się w kolorowe, pachnące dywany! Słońce nareszcie nas pieści swoimi promykami i generalnie nareszcie człowiek po półrocznej zimie nabiera ochoty do życia, do wstawania z łóżka, a nawet robienia tego z uśmiechem na ustach. Na prawdę w taką pogodę dużo lepiej mi się funkcjonuje i gdyby nie ciężki weekend, po którym dalej odczuwam pewne uszczerbki na zdrowiu fizycznym i psychicznym, to byłabym dzisiaj cholernie szczęśliwa! No może, tylko troszeczkę szczęśliwa, ale zawsze byłoby to jakieś szczęście. :)



Jak na razie szczęścia nie ma, są tylko myśli. Dużo, dużo myśli i jeszcze więcej myśli, które napędzają kolejne myśli. Czasami w sumie warto odłączyć się od rzeczywistości i zanurzyć się głęboko w tym, co w głowie, jednak.. Ja jako realista, wolę stąpać sobie po świecie, gdzie istnieje tylko to co widzę i nic więcej mnie nie obchodzi, dlatego myślenie i rozkminianie mnie bardzo męczy i wręcz gubi. Najważniejsze są fakty i wydarzenia, wszystko inne mam gdzieś! I obym dała radę się tego trzymać.


Przestałabym już może filozofować, bo to głupie. Przejdę do rzeczy przyziemnych!
Sobotnia chęć spaceru i korzystania z cudownej pogody zaprowadziła mnie z przyjaciółką do dawno nie odwiedzanego miejsca, które wiosną szczerze uwielbiam - pobliskiego zalewu. W sumie nie jest to jeszcze czas, kiedy naokoło jest zielona dżungla, wyspa jest cała zarośnięta, a po powierzchni wody pływają malutkie, słodziutkie kaczuszki, jednak i tak jest pięknie! Matka Natura zrobiła nam jednak psikusa i w przeciągu dosłownie kilku minut przysłoniła słońce ciemnymi chmurami i tak oto ukazała nam się pierwsza w tym roku burza! Tak jest, burza "z krwi i kości" - był grzmoty, błyskawice (nie udało mi się żadnej uchwycić :c) i wielkie krople deszczu. Na szczęście burza równie szybko jak się pojawiła także znikła pozostawiając po sobie tylko i wyłącznie świeży zapach ozonu. :)


Mam już przygotowane zdjęcia do kolejnych kilku postów, tak więc chyba będę się odzywać troszkę częściej. Przynajmniej się jak zwykle będę starać, bo szkoła i moja wrodzona mania odkładania wszystkiego na ostatnia chwilę mi to mogą uniemożliwić. A co do szkoły to jutro jest zebranie i trzymajcie kciuki żeby było wszystko okej, bo z ocenami ostatnio różnie bywa, szczególnie matematykę ostatnio zawalam notorycznie, pomimo że jestem pewna, że, kurcze, wszystko umiem. Za to jestem absolutnie dumna z siebie, bo dostałam dzisiaj z francuskiego nie ucząc się niczego w domu +4 z odpowiedzi, a jak wiecie lub nie wiecie, to mój pierwszy rok nauki tego języka i na początku szło mi strasznie słabo, na szczęście zdążyłam się już trochę osłuchać, słówka wchodzą mi całkiem łatwo do głowy i generalnie jestem z siebie zadowolona - nauczycielka też mi powiedziała, że jest zadowolona, haha. Ale dość już chwalenia się, zostawiam Was z dwoma ostatnimi zdjęciami, jednym jakże pozytywnym, bo pierwszym zielonym listkiem, którego zobaczyłam, drugie natomiast może wzbudzić mniej pozytywne emocje - w końcu dawno się nie pokazywałam, ale mówi się trudno! Trzymajcie się, pozdrawiam. <3


2 komentarze:

  1. Bardzo ładne zdjęcia! :)



    Zapraszam do mnie na rozdanie :) Będzie mi bardzo miło jeśli weźmiesz udział... :)

    OdpowiedzUsuń