I found my life was slipping through my hands


Krakowski Zakrzówek, a po jego drugiej stronie "Ognisko Kwietniowe" na (podobno) 20 tysięcy ludzi. Byłoby fajniej, milej i ciekawiej, gdybym tylko się mniej przejmowała i bardziej ogarnęła. No i może gdyby ludzie wzięli ze sobą oprócz hektolitrów alkoholu troszkę rozumu i m.in. nie skakali ze skał, ale to chyba zbyt wygórowane życzenie. Za rok obecność i sto razy lepsza zabawa obowiązkowa!

3 komentarze:

  1. zdjęcia są przepiękne! przepiękny Kraków :) jak tu u Ciebie wiosną zapachniało :) łabędzi również śliczne, a woda wygląda jak płynny olej <3 uwielbiam. wiesz, teraz jak już skończyłam szkołę nie pogardziłabym pracą nawet w KFC :( ale muszę pokończyć kilka kursów i zrobić sanepid jeżeli chcę pracować w jakiejś restauracji :P Myślałam nad kursem barmańskim, w sumie ciekawa praca, akurat dla mnie, bo prowadzę nocny tryb życia :D jak tam u Ciebie? plany na majówkę są? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, bicie serca to najlepsze co człowiek może dać drugiej osobie :)

    Hah masz dobrze pamiętam swoje majówki sprzed lat, działki, domki w lasach, koncerty... A teraz? W sumie nawet się nie denerwuję maturą, zobaczymy kiedy przyjdzie co do czego, bo ustnego polskiego tak jak nie miałam prezentacji tak wciąż jej nie mam :D Najlepszym sposobem na odstresowanie się są rozmowy, głupie miny i przede wszystkim nauka -.-

    Co do pracy to ciężko znaleźć, naprawdę. Dwa lata temu to wiśnie zbierałam i to jedyna "oferta" w jakiej chcieli mnie przyjąć :( Teraz pewnie będzie podobnie, choć pewnie jakbym zdała prawko mogłabym dojeżdżać gdzieś gdzie nie dojadę pociągiem, a pełno jest ofert typu składanie ciuchów itp. Choć słyszałam, że łatwo dostać prace w Zarze i wszelkich marketach, więc próbuj :)

    Kurs barmański i domówki? Nie, nie to się kończy 'weź trzymaj mi sok, bo jadę z gwinta" :D

    OdpowiedzUsuń