Why don't you watch where you're stumbling?


Prawie miesiąc się już nie odzywam. Jakiś kryzys, czy coś. :3 Jednak są rzeczy ważne i ważniejsze, pisanie bloga nie jest na szczęście na szczycie moich priorytetów. Ostatnio nawet prawie w ogóle po aparat nie sięgam i z tego powodu akurat rozpaczam, ale kiedy pogoda jest sami wiecie jaka, a lekcje kończy się późnym popołudniem, to niestety nie ma okazji do fotografowania. A na zdjęcia domowe już powoli kończą mi się pomysły.. Jedynym wyjściem byłoby noszenie lustrzanki do szkoły i chodzenie na "sesje" zaraz po lekcjach, jednak za bardzo się o nią boję.. Ech, z utęsknieniem czekam na wiosnę, a następnie lato, wtedy wszystko jest łatwiejsze, a przy okazji piękniejsze! 


Właściwie ostatnio wszystko kręci się u mnie wokół czekania na wiosnę. Serio, wszystko tłumaczę sobie tym, że zima mnie wykańcza i jak nadejdzie wiosna, to będzie lepiej. A ostatnie kilka dni słońca zamiast naładować mnie pozytywną energią, to tylko razem z kilkoma innymi czynnikami sprawiły, że miałam najgorszy nastrój od dobrych kilku miesięcy. Ale już jest dobrze! A przynajmniej lepiej, dzisiaj się nawet uśmiecham sama do siebie!


Nastrój zdecydowanie poprawia mi myśl, że jutro o tej porze będę się bawić na koncercie Kultu. Po dziwnych muzycznych fazach, jakie ostatnio miewałam (nawet rapu zaczęłam słuchać!), w końcu powróciłam do wsłuchiwania się w muzykę Kultu oraz samego Kazika - zdecydowanie mi tego brakowało, choć zmiany są jednak potrzebne i chyba jestem zmuszona wprowadzić jakieś urozmaicenie do mojej muzyki, bo coraz częściej zdarza mi się po prostu być znudzoną słuchaniem w kółko tego samego. No, ale zboczyłam z tematu jak zwykle. Jutrzejszy koncert będzie w pewien sposób wyjątkowy, bo dokładnie jutro Kazik obchodzi swoje 50 urodziny! Na pewno będzie jakieś wspólne śpiewanie "sto lat" czy coś w tym stylu. Przy okazji jestem ciekawa czy koncert będzie tak samo rewelacyjny jak ten z października, na którym wylądowałam właściwie przypadkiem (pozdrowienia dla Kamilki ♥)  i ogólnie jakie miejsce zajmie w mojej subiektywnej hierarchii koncertów :D Modlę się tylko, żeby zagrali "6 lat później", bo to piosenka, którą uwielbiam, a niestety nie udało mi się jej usłyszeć w październiku. Zresztą, nie ważne co zagrają i tak będę zadowolona!


Dzisiaj chyba po raz pierwszy pokazuję Wam mojego Gerarda! Gerard to moja żółwica (nie pytajcie mnie co miałam w głowie nadając jej męskie imię) i żyje sobie ze mną już kilka latek. Mam to nieszczęście, że moja mama jest uczulona na sierść zwierząt i pomimo usilnego proszenia rodziców o jakiegoś sierściucha, nigdy się na niego nie zgodzili (oczywiście nie dziwie im się, ale jako dziecko nie do końca to rozumiałam. :), więc trzeba było znaleźć sobie jakieś "zastępstwo". Nie jest to zwierzątko idealne, jednak równie kochane co kot czy pies. Nie wiem po co o tym gadam, w każdym razie cieszcie się widokiem mojej śpiącej w dziwny sposób gadziny.


Na dzisiaj to tyle. Mało zdjęć, sporo tekstu, a wszystko razem wzięte w sumie nic nie warte, ale co poradzić! Życzę udanego tygodnia i mam nadzieję, że tym razem uda mi się opublikować coś w miarę szybko! <3

6 komentarzy:

  1. Jak zwykle świetne fotki, zwłaszcza Gerada (Gerardy? nie wiem jak odmienić :P) ma naprawdę świetne kolorki :) Udanego koncertu życzę.
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Przesadzasz, piszę bo lubię, choć nie uważam, że moje teksty nadają się na coś więcej niż na bloga, o którym istnieniu wie niewiele. Są chyba zbyt dziecinne, choć mi taki styl odpowiada :) A co rysowałaś? Ja marzę o lustrzance i każdego dnia powtarzam sobie, że jeszcze na nią zarobię, wystarczy skończyć liceum i iść pracować do KFC na wakacje... co za świetlana przyszłość -.-

    Wszyscy czekamy na wiosnę, nie chcę nic mówić ale jest środek marca i zamiast być 15 stopni jest -15... Śnieg, szarość... Zimno, masakra. Jestem strasznym zmarzluchem i śpię przy kaloryferze pod dwoma kołdrami :D Ale ostatnio jakoś lepiej, bo słońce tak ładnie świeci i nawet bajecznie to wygląda :)

    Gerard jest niesamowity! Zawsze chciałam mieć jakieś takie małe zwierzątko, może jakiegoś ptaszka, albo chomika... I jak było na Kulcie? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No rzeczywiście, dość długo nie widziałam tutaj żadnego wpisu, no ale wreszcie się doczekałam :)
    No i oczywiście cieszę się, że Twój nastrój już jest lepszy!

    OdpowiedzUsuń
  4. a Gerard jest słodki. <3 ja miałam kiedyś żółwia klasowego, Klarę.
    nie tylko Tobie czasem się nie chce pisać. każdy tak ma. może i nie masz pomysłów na domowe zdjęcia, ale pięknie Ci wychodzą. ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudne masz zwierzątko ;) Po przeczytaniu słowa "Gerard" szeroko się uśmiechnęłam, bo na myśl przyszedł mi Gerard Way - wokalista z zespołu My Chemical Romance.
    Nie tylko ty czekasz na wiosnę, ja także z niecierpliwością jej wyczekuje. Mam już parę planów na początek wiosny, musi się jedynie trochę ocieplić, bo mimo słońca, które świeci nam od czasu do czasu, jest zimno. brrr.... Oby śnieg już nie spadł.
    Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. Eh, nie masz weny a takie ładnie zdjęcia...oj Martyna, kłamczuszku :P
    Oczywista, była to ironia.Od jakiegoś czasu, mój nadzwyczaj dobry humor się ulotnił.Sama siebie nie poznaje.
    Jakbym miała depresję, naprawdę.I również tłumaczę to sobie, ze to przez długą zimę,zakaładam,ze juz jak będzie ciepło i słonecznie, będziemy się czuły o niebo lepiej ;)
    Gerard mnie rozśmieszył, skojarzył mi się Grumpy Cat XD
    No, to jak już ochłoniesz po koncercie, napisz mi jak było i co grali.
    Trzymaj sie ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń