Gdy cię widzę, cały świat przestaje istnieć. Gdy cię nie ma, nie mogę przestać o tobie myśleć

 
Dobry wieczór! Zima nas bardzo brutalnie zaskoczyła w weekend, nie byłam na to jeszcze psychicznie przygotowana! Widziałam prognozy pogody, ale myślałam, ze to takie gadanie, ewentualnie popada śnieg z deszczem i tyle go będzie.. A on coś nie chce topnieć i nie zapowiada się, żeby miał w ogóle taki zamiar.. Pocieszam się jedynie, że w długoterminowej prognozie rzuciły mi się w oczy jakieś czternaście stopni, mam nadzieję, że się sprawdzi. Chyba nie muszę mówić, że mój humor jest przez to wszystko koszmarny?


Piątek wrył się w mój mózg już tak dogłębnie, że w tej chwili najchętniej nie przestawałabym słuchać Kultu i Kazika. Taka moja nowa, mała muzyczna obsesja. I jak tu się przygotować na niedzielę, skoro nie Coma mi w głowie?! No dobra, Roguca mi nic nie zastąpi, a już na pewno rogucowej klaty (słoneczko ♥ - istny fetysz), klata Kazika mi nie zastąpi. Boże, brzmię teraz jak głupia małolata zachwycająca się nową, nastoletnią gwiazdką popu.XD W każdym razie moje kryteria uwielbiania wokalistów są zupełnie inne niż wspomnianych wyżej głupich małolat (do których w sumie należę, przyznaję się!), ale moje osobiste preferencje zostawmy na inny czas i miejsce. :) Natomiast muszę się pochwalić, że znalazłam siebie na jednym filmiku z koncertu! Tylko ja potrafię tak niezgrabnie ruszać rękami w prawdopodobny rytm muzyki oraz tylko ja potrafię tak nieudolnie spiąć sobie włosy, więc to absolutnie niemożliwe, żeby czubek głowy i ręka (bo tylko tyle jest widoczne na wideo) należały do kogoś innego.:D

Jest już pierwsza godzina, a ja dość, że piszę post, to przede mną jeszcze zrobienie notatki na edb oraz jakaś tam skromna nauka na owy przedmiot. Mistrzostwo. Żeby nic nie robić cały dzień i zostawić sobie wszystko na taką porę.. Zostawiam Was z kilkoma, jak zwykle, bezsensownymi zdjęciami. :) Popcorn, który okazał się być bardzo dobrym modelem (niestety pobolewa mnie po nim brzuch :<) oraz skromniutkie jesienne wspomnienia. Pozdrawiam!


Ten pociąg nie pojedzie jeśli Ty w nim nie będziesz

Nie ma to jak baaardzo spontaniczny wypad na koncert Kultu! Ogromna dawka pozytywnej energii, mnóstwo emocji, genialna zabawa - trochę poobcierane nogi (debiut w martensikach :>), obolałe całe ciało, zjechane gardło, nadwyrężone wszystkie mięśnie, ale BYŁO WARTO! Dalej jestem w wielkiej euforii, pomimo okropnego zmęczenia i jeszcze bardziej okropnego bólu głowy - chciałabym, żeby ten koncert dalej trwał! Coś niesamowitego, na prawdę.Wylądowałam w pewnym momencie nawet na fali wciągnięta siłą przez znajomych. :D A sam Kazik jest rewelacyjny, swoje lata ma (a wygląda w sumie na jeszcze więcej niż ma w rzeczywistości), a robi niesamowite show. Nawet się klatą chwalił, ha! (nie żeby miał specjalnie czym w sumie) W tym miejscu jeszcze raz mogę napisać - KOCHAM SWOJĄ PRZYJACIÓŁKĘ za wejściówki (nie żeby tylko za to oczywiście!).

Najchętniej wrzuciłabym do tego posta jakieś zdjęcia z koncertu, ale posiadam tylko dwa i to w zerowej jakości (pozdrowienia dla mojego znienawidzonego samsunga!). Więc mogę jedynie wrzucić jakieś dość stare zdjęcia nic ciekawego nieprzedstawiające. :) Postaram się opublikować coś nowego w niedzielę - specjalnie napisałam dzisiaj, pomimo późnej godziny i totalnego zmęczenia, żeby nie robić przerwy w pisaniu do niedzieli. Jutrzejszy dzień także zapowiada się świetnie, tak więc moja obecność w internecie będzie znikoma. :) A teraz już żegnam, dobrej nocy i udanego weekendu! 


A za tydzień Coma! Ten koncert to dopiero będzie coś cholernie genialnego! Nie mogę się doczekać!

plastic flowers, melting sun, fading moon falls upon

Miałam mnóstwo rzeczy, o których chciałam dzisiaj napisać i jakoś tak nagle została mi w głowie pustka. Jestem w tej chwili tak niesamowicie wkur#^%&^wiona, że mam ochotę coś rozwalić, albo popieścić głowę ścianą (ewentualnie ścianę głową). Taki stan, kiedy właściwie nic się nie dzieje, ale każda najdrobniejsza (dosłownie!) rzecz, która choćby delikatnie nie pójdzie po mojej myśli (źle w coś kliknęłam, mucha nie daje się złapać, skończyła się woda mineralna) doprowadza mnie wręcz do furii. Może lepiej nie uświadamiajcie mnie jak bardzo nienormalne to jest, wolę egzystować w błogiej nieświadomości.

Cóż mogę jeszcze napisać. Zaczynam ten akapit już chyba z czwarty raz, cały czas tylko usuwam jego treść, bo stwierdzam, że zwyczajnie bredzę i wolę pisać zupełnie bez sensu, niż pisać sensowne głupoty. Cóż, mojej logiki nie ogarniesz. Zastanawiam się kiedy w końcu będę miała szansę wyjść na zewnątrz i zrobić jakieś prawdziwe zdjęcia. Ależ mi tego brakuje! Niestety nic mi nie sprzyja w byciu fotografem. Ani pogoda, ani szkoła, ani pora roku, ani humor i inni ludzi chyba też niespecjalnie. Cóż tu począć. Muszę się zadowolić nudnymi, domowymi zdjęciami, ewentualnie tymi wykonanymi przez okno (przynajmniej okno mi sprzyja dość ciekawym widokiem). Oprócz tego swoje artystyczne frustracje wyładowuję rysując. Strasznie dużo ostatnio rysuję. Ale to chyba dobrze? :)


Robię się cholernie nudna z tymi niebowo-chmurkowymi fociami. Ale czyż księżyc nie jest faaaajny? Fascynuje mnie, że na tych zdjęciach widać kratery. Co jak co, ale odległość niewyobrażalnie ogromna, a obiektyw stosunkowo słaby. Dla mnie wow! Poza tym macie jeszcze jedną z setek biedronek, które mnie odwiedzają, bożonarodzeniową czekoladkę oraz niebieskiego potworka produkcji mojej siostry. :)

A teraz życzę wszystkim dobrej nocy i bezstresowej reszty tygodnia! Trzymajcie się. <3

Why can't we sleep forever? I just want to start things over.

Coś w ostatnich dniach podupadły moje chęci ciągłego pisania na blogu. W wolnym czasie oglądam Dextera (kończę już szósty sezon, nareszcie!), troszkę sobie rysuję i tak jakoś czas leci, że nie mam kiedy skrobnąć tych kilku zdań do Was.  Dzisiaj już po prostu musiałam to zrobić i oto jestem.:D Ciekawe tylko, kiedy w końcu zmienię wygląd bloga! To już wymaga odrobinę więcej pracy, nie wspominając o pomysłach, których mi już od dawna brakuje. Zaczynam myśleć, że już nigdy nie będę w stanie do tego powrócić, ale cóż. Zobaczymy jak to będzie. :)

W piątek nareszcie pozwoliłam sobie na małe wolne od szkoły i postanowiłam wybrać się na drobne zakupy! Jeśli jeszcze ktoś nie wie, to moją ubraniową skarbnicą są lumpeksy i nie wyobrażam sobie już kupować ubrań w zwykłych sklepach. Zdarza mi się to bardzo rzadko i tylko wtedy, kiedy zakupy sponsoruje tatuś, a nie moja własna kieszeń (czyli zdecydowanie za rzadko!). Pierwszy second-handowy wypad nie był bardzo owocny w łowy, jednak drugi w pełni mi to wynagrodził. :)


Czerwona bluzka, bordowy szalik - czyli nareszcie! wprowadzam w moją szafę jakieś kolory. :D Do koszuli w pionowe, czarne i przezroczyste paski dalej nie bardzo jestem przekonana. Oczywiście wzór genialny, ale z krojem i rozmiarem trochę gorzej. :) Oprócz tego świetny czarny sweter z Cubusa, dwa klasyczne t-shity, które idą pod nożyczki oraz zwykłe rurki i mój hit, czyli legginsy z pseudo skórzanymi łatkami na kolanach. Jakieś ciekawe legginsy już od dawna za mną chodziły, dlatego mega się cieszę z tego zakupu.

Oprócz tego rzecz, która sprawiła mi chyba najwięcej radości! Bilet na koncert, którego totalnie nie mogę się doczekać, a zostały już tylko zaledwie dwa tygodnie! <3 Pozwólcie, że nie zacznę rozprawiać się nad tym, jaki ten koncert będzie cudowny, bo znając siebie, to szybko bym nie skończyła.:D


Na dzisiaj tyle, pozdrawiam! <3

troski nie gryzą nie gniotą, a wokół nikogo i upał

Dzieeńdobry! Zdecydowanie zbyt długa przerwa znowu zawitała. Ale nie miejcie mi tego za złe - ten tydzień był koszmarny! Na prawdę, już w niedziele wieczorem zorientowałam się, że ja tych pięciu dni bez żadnego uszczerbku na psychice nie przetrwam. Codziennie byłam zawalona nauką, dodatkowo przez w-f w poniedziałek i czwartek kończę później niż byłam do tego przyzwyczajona.. 18:05, a ja dopiero kończę lekcję, już teraz o tej porze robi się ciemno, a co dopiero będzie w zimie.. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Na szczęście weekend owocował w wszelkie wydarzenia oraz emocje (czwartkowy wieczór wypadł niestety niezbyt ciekawie, ale zawsze to jestem bogatsza o pewne nowe doświadczenie! :), więc zdążyłam się już zrelaksować i przygotować siły na kolejne dni męczarni. Przy okazji ponawiam swoje postanowienie a propos częstego pisania! Może tym razem wytrwam. :)

Tak się jeszcze zastanawiam czy nie chcielibyście przypadkiem poczytać od czasu do czasu moich subiektywnych recenzji filmów, seriali, książek?  Chodzi mi to po głowie już od jakiegoś czasu i nie mogę się za to zabrać. 

A teraz już żegnam, odezwę się w tygodniu! Pozdrawiam. ♥

Wspaniali jak bogowie, zginiemy bezpowrotnie


Niedzielny post jest już niemalże moją tradycją. Jest to dzień, w którym ilość rzeczy do wykonania jest odwrotnie proporcjonalna do chęci ich zrobienia. Tak, tak. Na jutro muszę wkuć podział polityczny Azji oraz Afryki północnej, oczywiście razem z nazwami wszystkich stolic. Życzcie mi powodzenia, bo widzę to na prawdę baaaardzo marnie. Choć jutro mi się pewnie jeszcze upiecze, ale za kilka tygodni będzie sprawdzian z całego świata i o tym to ja nawet nie chcę myśleć. Na szczęście geografia mi do niczego w życiu (a na pewno do matury) potrzebna nie będzie, więc nawet nie ma większego sensu starać się na dobrą ocenę - dwa mi wystarczy! :)

Kiedy w końcu przyszła okazja zrobić kilka porządnych zdjęć, to ja zdołałam wyciągnąć kogoś z domu dopiero wieczorem. Ciemność niestety nie współgra z dobrymi zdjęciami, a już tym bardziej, kiedy ma się ciemny obiektyw. Tak, więc jedyne nadające się do czegokolwiek zdjęcie z wczoraj, to powyższe chmurki. :) Natomiast poniższe, to widok z mojego okna kilka dni temu.

Teraz niestety nie pozostaje mi nic innego jak wziąć się za te nieszczęsne mapy! Może w międzyczasie ugotuję jeszcze kukurydzę? :3 Najchętniej wzięłabym się za ołówki i pastele, a nie marnowała czas na geografię. Niestety szkoła zabija we mnie artystę, w czym jej w sumie pomogłam idąc do najbardziej ścisłej klasy, jaka tylko istnieje. Cóż poradzić. :)

Pozdrawiam!

P.S. Czy tylko ja uważam, że stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich, czyli Abu Zabi, brzmi niesamowicie cudownie i słodko? Haha. :D


she's lost control

Na liczniku pojawiła się okrągła liczba dziesięciu tysięcy wejść. Czy to dużo? Po ponad roku? Rzekłaby wręcz, że żałośnie mało, ale tak na prawdę kto by się tym przejmował? :) Ważne, że mam jakieś tam niewielkie grono stałych czytelników. Oczywiście chyba zdajecie sobie sprawę z tego, że Was uwielbiam?

Deszcz zdecydowanie nie nastraja mnie pozytywnie do życia. Choć nawet nie mogę powiedzieć, że mam zły humor - ogarnęła mnie totalna apatia. Żałuję, że nie mam laptopa, bo cały dzień spędziłabym pod kocem z zapasem kakao i Dexterem. Nareszcie kończę piąty sezon, myślę, że szósty dość szybko przejdę i zacznę oglądać odcinki emitowane na bieżąco. Zostając w tematyce seriali - czy tylko ja mam wrażenie, że How I Met Your Mother się choolernie wypala? Te dwa nowe odcinki są już praktycznie w ogóle nie śmieszne, tak to tylko oglądam z przyzwyczajenia i sympatii do bohaterów. W najnowszym epizodzie na przykład zirytował mnie fakt wplecenia niemalże na siłę kultowego tekstu Barney'a "legen...wait for it..dary!". Może po tylu odcinkach mi się to po prostu nudzi, ale szczerze mówiąc - gdyby wciąż było tak samo rewelacyjne, to nie miałabym takich odczuć i tyle. Mam nadzieję, że kolejne odcinki mnie jednak mile zaskoczą!

Miałam przygotować sobie dzisiaj żel z siemienia lnianego, zrobić maseczkę na twarz, jutro rano zrobić na włosy i co z tego wyszło, no? Jak zwykle nie potrafię się zorganizować. Nie wspominając już o tym, że zajęłam się ogarnianiem fizyki (powiedzcie mi co jest ze mną nie tak, że po miesiącu już nic nie ogarniam z fizyki, a nawet nie zaczęliśmy tzw. "kursu rozszerzonego"? aż strach się bać, co będzie w drugim semestrze) zamiast uczeniem na kartkówkę z przedsiębiorczości? W sumie dalej nie do końca rozumiem idei uczenia się np. faz procesu decyzyjnego, przebiegu procesu komunikacji i rozpatrywania tego, czy decyzja, którą podjęłam była decyzją racjonalną metodologicznie, czy być może rzeczowo, a może w ogóle była nieracjonalna? Trochę dziwny przedmiot, wiem, że później będziemy omawiać bardziej potrzebne zagadnienia, ale czy na prawdę jest sens pisania sprawdzianów z takich, można chyba powiedzieć, że intuicyjnych tematów?

Z tym oto jakże filozoficznym i egzystencjalnym pytaniem oraz kilkoma zdjęciami Was zostawiam i życzę dobrej nocy oraz reszty tygodnia! 

http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8lvxoGUbt1qj73e2o1_500.gifhttp://25.media.tumblr.com/tumblr_maz4cwVFiO1qmntfdo1_500.jpghttp://24.media.tumblr.com/tumblr_mb69p3Myke1ryvkiuo1_500.png


i'm on my knees and burnin'

W powietrzu unosi się jesień. W mojej głowie miesza się starożytna Grecja z matematyczną logiką. Po co się uczyć na jutrzejsze dwie kartkówki? Lepiej pisać bezsensownego posta, zakładać po kilku miesięcznej przerwie smajleja (♥), rysować marchewki, zjeść całą zawartość lodówki.. Się będę przejmować! Mam jeszcze przecież 12 godzin do rozpoczęcia lekcji. :)

Wsłuchuję się ostatnio w Toolowe brzmienia, bardzo oryginalne brzmienia - jeśli ktoś jeszcze nie kojarzy tego zespołu to polecam! A tak poza tym to nastrajam się na czwartego listopada, bo nareszcie po roku będę mogła zobaczyć Comę na żywo! Coś niesamowitego, jak tylko o tym myślę, to mam ciarki na całym ciele. Poza tym zastanawiam się wciąż nad trzema innymi koncertami - Cool Kids of Death, Kult i Luxtorpeda. Iść czy nie iść, iść czy nie iść? Ktoś z Was może się na coś wybiera w tym sezonie? Chętnie się dowiem.

Tak, to ja. Nie, nie jestem tu do siebie podobna. Żałuję, że mój deszczowy pokręcony, włosowy busz wygląda dobrze tylko na zdjęciach! Cóżtupocząćcóżpocząć?! Lecę się w końcu uczyć, a Wam życzę dobrej nocy.

P.S. Zmieniłabym wygląd bloga, jakieś sugestie? :)