Spalam się, dla ciebie spalam się.


 Jak tam nastroje? Za nami już właściwie ostatni dzień wakacji (nienawidzę siebie za to, że Wam o tym przypominam), jeszcze tylko weekend dzieli nas od... No dobra, przestaję. Choć jestem bardzo podekscytowana, ale równocześnie pewna, że po pierwszym tygodniu moje dobre nastawienie kompletnie zniknie. Tym bardziej, że przede mną jeszcze wciąż trzy nieruszone lektury "na wrzesień". Pozostawię to bez komentarza.

Ostatnio strasznie zaszalałam z internetowymi zakupami! Teraz tylko obgryzam paznokcie z niecierpliwości aż dostanę wszystkie paczki (jeszcze tylko trzy!) oraz z obawy, że zamówiłam jakiś bubel i kasa poszła zwyczajnie w błoto. Ale oczywiście stresować się nie zamierzam, po prostu jeszcze kilka dni poczekam. Może za niedługo wrzucę fotki tych wszystkich nowości i pierwsze wrażenie jakie wywarł na mnie zamówiony kosmetyk.

Niedawny spacer do parku z koleżanką zaowocował spotkaniem z kilkoma wiewiórkami (w tym jednym kochanym, rudym maleństwem!) oraz mnóstwem zdjęć, przede wszystkim właśnie tych gryzoni. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział - uwielbiam zwierzęta, uwielbiam im robić zdjęcia i obiecuję, że to nie ostatni post pełen zdjęć zwierząt - mam już nawet jeden w zapasie. :)


A teraz już kończę (Harry Potter na tvnie! jedyna część, której nie oglądałam.:D), miłego weekendu kochani!

Hello angel, tell me where are you, tell me where we go from here


Kilka zdjęć z dzisiaj - nic specjalnego. Mam zapas zdjęć na kilka postów, więc postaram się wrzucać coś regularnie co 2 -3 dni, a przy tym ciągle robić kolejne. Jestem ciekawa jak będzie z tym w roku szkolnym. Lekcje będę kończyć późnym popołudniem, więc zostaną mi tylko weekendy. No i wciąż się zastanawiam czy brać aparat na wycieczkę integracyjną 9-11 września. Czy też uważacie, że to bez sens robić właściwie w pierwszym tygodniu szkoły wycieczkę? Rozumiem, że mamy się zintegrować, ale chyba już lepiej by było dać nam jakiś czas na poznanie się i zdecydowanie przynajmniej z kim być w pokoju, choć mi ten problem odpada - cztery dziewczyny w klasie. Tak właściwie to już dotarło do mnie jak mało wolnego czasu zostało i trochę się ekscytuję, a trochę boję. Niestety koniec wakacji jest nieunikniony. :) Na dodatek wciąż nie wiem w czym iść na rozpoczęcie roku! Ironią jest to, że mam właśnie zbyt dużo możliwych 'zestawów' i nie mam pojęcia, który wybrać, ech. Trzeba będzie coś wykombinować!


Wybaczcie mi dwa niemalże takie same zdjęcia, różniące się stopniem zaawansowanie zachodu słońca. Nie mogłam się zdecydować, które wybrać.


Taki mały końcowy bonusik w postaci mnie, kompletnie nie pasującej do klimatu zdjęć powyżej. Co do wspomnianej przeze mnie ostatnio małej włosowej metamorfozy, to po prostu zrobiłam sobie rudą szamponetkę. :D Wiem, nie zaszalałam, tym bardziej, że efektu prawie w ogóle nie widać. Moje włosy nabrały tylko rudawego odcienia i szczerze mówiąc bardzo chętnie widziałabym je w takiej postaci zawsze, ale z farbami bawić się już nie zamierzam. Kiedyś byłam już totalnie ruda, niemalże czarna, a potem byłam bliżej niezidentyfikowaną jajeczniczką, ze skutkami której dalej muszę się borykać. W każdym razie szamponetka zejdzie mi szybko, a przy okazji nie zniszczyła tak włosów. Brakuje mi tylko piegów i byłabym stereotypowym kociookim (jest takie słowo?) rudzielcem pieguskiem. :3

A teraz żegnam i mówię dobranoc. ♥


Got the face of an angel but the stare of d devil inside


Cóż. Niepotrzebnie się 'chwaliłam' tym festiwalem, bo stanęło na tym, że nie pojechaliśmy. Jakoś specjalnie w sumie nie żałuję, na Comę i tak prawdopodobnie pójdę w listopadzie, a tak jak wspominałam żadne inne zespoły z repertuaru mnie nie interesowały. Oczywiście weekend nie będzie stracony! Spędzę go z osobą, z którą najbardziej ten czas chciałam spędzić. :)


Żeby utrzymać ciąg w dodawaniu postów to postanowiłam wrzucić już dość dawno sfotografowane bańki mydlane. Zdjęcia w sumie przeszły moje najśmielsze oczekiwania, bańki wyszły na prawdę ciekawie. Jedyne co mnie irytuje to odbity w każdej bańce błysk lampy błyskowej. :) Do kadrów można by się było bardzo przyczepić, ale uwierzcie, że na maksymalnym przybliżeniu zrobienie dobrego zdjęcia ciągle ruszających się i szybko pękających baniek jest nie lada wyczynem.


Na dzisiaj to tyle. Przyzwyczajcie się do tego typów postów, bo będą pojawiać się dużo częściej. :) Oo, mogę jedynie wspomnieć, że pokazywane przeze mnie pastele w poprzednim poście to chyba jedna z najgorszych inwestycji jakie ostatnie zrobiłam! Są koszmarne, bardzo źle się nimi maluje. Zabrałam się za jeden rysunek i gdybym nie miała resztek starych pasteli (dużo lepszych jakościowo) to nadawałby się tylko do kosza, a tak to byłam w stanie go jakoś uratować. :D No nic. Udanego weekendu kochani! Pozdrawiam.


my way or the highway

(mistrzostwo - zdaję sobie z tego sprawę)

Tym razem mam dla Was mniej zdjęć (i zdecydowanie mniej ciekawych), za to więcej tekstu. Przyzwoity humor mnie ostatnio nie opuszcza, czego to sprawka - nie mam pojęcia, w każdym razie narzekać nie zamierzam! Szczerze mówiąc nic ciekawego się u mnie nie dzieję. Skromne wypady gdzieś ze znajomymi, opiekowanie się siostrzenicami i właściwie nic więcej. Na szczęście sobota zapowiada się baardzo interesująco. Dość spontaniczny, bo zaplanowany dosłownie przed chwilą wyjazd na..

(prezent urodzinowy - mój przewodnik po troszkę bardziej profesjonalnej stronie fotografii)

..Rock Reggae Festival w Brzeszczu! Dopiero kilka dni temu o nim usłyszałam w radiu i taka niska cena mnie totalnie powaliła (28 zł przedsprzedaż, 35 zł w dniu festiwalu), a dodatkowo lokalizacja też zachęcała. Jednak nie myślałam o nim raczej poważnie, takie tam 'marzenia', aż tu nagle dzwoni do mnie chłopak z pytaniem, czy jedziemy - wow! W każdym razie z repertuaru interesuje mnie tylko Coma - w końcu jeden z moich ulubionych zespołów. Natomiast za reggae nie przepadam, jednak absolutnie nie mam wątpliwości, że bawić będę się znakomicie. Niestety na fotorelację nie ma co liczyć, bo lustrzanki nie biorę - za bardzo się o nią boję. :)

 (moje słodziaszne hipsterskie zeszyciki)

W końcu dojrzałam do decyzji, żeby zrobić szkolne zakupy. No dobra, to przyjaciółka mnie wyciągnęła, sama bym się nigdy na to nie zdecydowała. Cały czas żyję w przeświadczeniu, że mam jeszcze mnóóóstwo czasu, wszystko zdążę zrobić, kupić i w ogóle. Od czasu do czasu dostaję tylko kopa w ryj od kalendarza i uświadamiam sobie tę brutalną prawdę, jak mało czasu zostało do września! Cholera jasna, kiedy to zleciało? W takich momentach ogarnia mnie totalne przerażenie i strach jak to będzie w nowej szkole, jak ja sobie poradzę, czy będę mieć fajną klasę, czy w ogóle dam radę się jakoś zintegrować z tymi ludźmi? Mnóstwo pytań, a odpowiedzi żadnych. Ale tak poza tymi nielicznymi momentami wciąż żyję sobie w swojej osobistej bańce mydlanej, skąd odbieram wszystko niewyraźnie i nierealistycznie kolorowo.


Zdecydowanie najlepszym zakupem jaki dzisiaj zrobiłam są pastele olejne. Dwadzieścia cztery sztuki za całe pięć dziewięćdziesiąt dziewięć. Dacie wiarę? Czaiłam się na jakieś już od dobrych kilku miesięcy, ale cena większych zestawów mnie cały czas skutecznie odstraszała. Dzisiaj trafiłam na nie zupełnie przypadkiem w Carrefourze pomiędzy jakimiś długopisami i pisakami. Przeznaczenie, or samfin lajk dat. W każdym razie dzisiejsza noc będzie pod znakiem malowania, jeśli coś ciekawego mi wyjdzie, to może się nawet kiedyś pochwalę. :3


Dorwałam dzisiaj w końcu tanią (3,5 zł), przyzwoitą brzoskwinkę i mogę rzec, że w mojej kolekcji lakierów już niczego mi nie brakuje. Bazarowa firma Dor - kolor 49/4 (?). Przyznam, że spisuje się całkiem nieźle. To już mój drugi nabytek tej firmy i staruszek beżyk to mój absolutny faworyt - już pierwsza warstwa daje radę! Z brzoskwinią jest podobnie. Jakby się uprzeć to jedna warstwa wystarczy, ale dość łatwo o prześwity, a przy jasnym lakierze razi to niesamowicie. Trwałość beżu jest też bardzo dobra, jak z tym będzie to zobaczymy. :)

(jeśli ktoś zgadnie co to jest to dostaanie.. huhh. buziaka? :3)

Dzisiejszy post to totalnie bezsensowna paplanina, ale chyba nie macie mi tego za złe? Przynajmniej w końcu mogę urozmaicić tekst zdjęciami. Jak na razie to tyle, do napisania za jakiś czas (niedziela/poniedziałek, tak myślę) - mam nadzieję, że będę mogła się już pochwalić Wam pewną włosową metamorfozą, ale ciii - nic nie zdradzę! Lecę teraz przypomnieć sobie (a może nauczyć się? huh) jak się obsługuje pastele, a Wam życzę słodkich snów!

And you never paid attention to all the lines I crossed

Chciałam coś napisać, a nie potrafię z siebie wyrzucić nawet jednego sensownego zdania. Ech, dwa tygodnie bez nowych postów, jednak robią swoje.
 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zdjęcia są totalnie prześwietlone, ale właśnie cały ich urok tkwi w tym, z pozoru, mankamencie. Nie wspominając już o tym, że modelka ze mnie bardzo kiepska, więc na żadnych innych zdjęciach nie wyszłam choćby troszkę korzystnie. :) Tak poza tym nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła dziesiątek zdjęć makro, więc wrzucam również zalążek tego, co udało mi się sfotografować.


Dobranoc!

We sail through endless skies

Przepraszam za ten mały postój na blogu, ale spędziłam te kilka świetnych dni bez włączania komputera. Tak właściwie..nie były one takie świetne. Spodziewałam się czegoś innego, lepszego, ciekawszego, a było dokładnie tak jak zwykle. Dobry humor mnie opuścił, za to powróciły stare dylematy, na dodatek zwielokrotnione. Nawet tort urodzinowy mi nie wyszedł, a jedyne prezenty jakie dostałam to kosmetyk i czekolada od sąsiadki oraz kilkadziesiąt takich samych, nic nie znaczących życzeń na fejsbuku (oczywiście z małymi wyjątkami ♥). Och, zapomniałabym jeszcze o zepsutych głośnikach!

Wybrałam się wczoraj z chłopakiem do kina na "Mroczny Rycerz Powstaje". Nie trudno się domyślić, że nie był to mój wybór.:D Nie jestem fanką superbohaterów i filmów akcji, więc średnio mi się seans podobał. Oczywiście wartka akcja sprawiła, że nie dało się oderwać oczu od ekranu i te niemalże trzy godziny (!!) jako tako zleciały. Minusem tego filmu jest fakt, że jest on dość przewidywalny, bo jakby na to nie patrzeć - jest to typowa bajeczka. :) W każdym razie jeśli ktoś lubi filmy o takiej tematyce to jak najbardziej polecam, nie powinien to być czas stracony. Na dodatek ten dreszczyk emocji kiedy siedzi się w kinie, a każda osoba na sali to potencjalny morderca - bezcenne!

Ostatnio byłam na małych zakupach i muszę przyznać, że to były pierwsze zakupy od długiego czasu w normalnych sieciówkach, a nie lumpeksach. Do galerii weszłam z gotowym planem w głowie: 1) zapełniamy szafę kolorami! 2) kupujemy t-shirty z krótkim rękawkiem oraz ciekawymi printami. I teraz, proszę, niech mnie ktoś oświeci dlaczego rzeczy, które kupiłam wyglądają tak? -.-

(patrzcie i podziwiajcie mój układ krwionośny)

Oprócz tego mam jeszcze cztery zdjęcia i lecę oglądnąć zaległy odcinek True Blood oraz wziąć się za dalsze odcinki Dextera. Trzymajcie się, pozdrawiam!