why don't you come save my life, now?

Zostałam w poniedziałek brutalnie odcięta od internetu i odzyskałam go dopiero dzisiaj. Wyobrażacie sobie zaległości przez te pięć dni? Spędziłam trzy godziny przeglądając posty na bloggerze, a potem drugie tyle przeglądając kwejka. :D To jest straszne, jak bardzo jesteśmy od tego wszystkiego uzależnieni. Człowiek sobie zdaje z tego sprawę dopiero, kiedy zostaje odcięty od sieci i nie jest w stanie sobie przypomnieć, co robił, kiedy jeszcze świat nie był tak skomputeryzowany, ech. :) Ja większość tego czasu przespałam. :D


Nigdy nie wiem co pisać po trochę dłuższej przerwie. Mnóstwo myśli kotłuje się w głowie, o których warto byłoby wspomnieć, ale wtedy post składałby się z trzydziestu jednozdaniowych akapitów. Jestem ciekawa czy to by się trzymało jakoś kupy, może kiedyś coś takiego napiszę i opublikuję!


Sobotę spędziłam ze znajomymi (i nieznajomymi) w klubie, oczywiście bawiąc się rewelacyjnie. Ostatnio przetańczyłam całą noc w wakacje, więc zdecydowanie tego potrzebowałam! Tym razem nie miałam pewnych ograniczeń, które dostaje się w pakiecie razem ze związkiem, więc obowiązywała większa zawartość luzu i mniejsza zdrowego rozsądku, co zaowocowało poznaniem  świetnego faceta. Bo w końcu nie ma to jak zauroczyć się w kolesiu, z którym się tańczyło ledwo 20-30 minut i żałować potem, że się go z własnej głupoty olało. Cała ja. :) A na koniec świata prawdopodobnie szykuję się powtórka!


Tak, tak. Jak ktoś się może już domyślił - szykuje się wielkie kłucie! Zrobiłyśmy sobie z przyjaciółką dość spore zamówienie na allegro, przede wszystkim żeby w końcu ziścić nasze plany odnoście zrobienia tragusów, a oprócz tego do zamówienia doszło kilka innych kolców - m.in. do wędzidełka, które już zdążyłam sobie przebić. Podobno do trzech razy sztuka i chyba się to sprawdza, bo to już mój trzeci smiley i muszę przyznać, że wszystko wyszło idealnie! Teraz się tylko nie mogę doczekać tych tragusów, no! ♥

No i na dzisiaj to chyba tyle. Miałam ambitny plan nadrobić jeszcze tego tygodniowe zaległości serialowe, ale brakło mi dnia, cóż. Ciężkie życie serialomaniaka! Jutro pewnie wezmę się za oglądanie jak tylko zdołam się wyczołgać z łóżka. A teraz już żegnam, dobranoc i udanego weekendu! 


P.S. 19 stycznia (modlę się, żeby koniec świata przesunęli przynajmniej o miesiąc!) koncert Kazika w Krakowie! Nie mogę się doczekać i nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że miałoby mnie tam zabraknąć! Czy ktokolwiek jara się tym tak samo jak ja? ♥

4 komentarze:

  1. Tak, trzeba przesunąć koniec świata! Nie można ominąć Sylwestra, nie w tym roku!

    Przypomniałaś mi o kolczyku w języku, którego planuję zrobić od X czasu.. Może wreszcie w Nowym Roku się za to zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Końca świata jakoś nie widać. W ogóle to jedna wielka ściema stworzona przez media. Gdzieś czytałam, że to, że skończył się kalendarz Majów wcale nie oznaczało dla nich końca świata a koniec pewnej ery i początek nowej. Świetne zdjęcia, zwłaszcza te dwa ostatnie. A co do internetu, to miałam podobny problem! W moim mieszkaniu w Poznaniu już od miesiąca nie ma internetu, czasem są skoki ale wtedy co najwyżej załaduje jedną stronę i koniec. Teraz kiedy jestem już w domu nie wiem co robić pierwsze :P
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłabym wiedzieć jakim aparatem robisz zdjęcia? ;)

    Zapraszam do siebie -> http://distanceofdecades.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń