In a summertime, do you remember love?

Po szalonej sobocie, dwunastu godzinach snu (obudzić się o 18:40 - cudowne uczucie) dalej jestem cała obolała. zmęczona i śpiąca. Hej, jest druga trzydzieści czyli mój dzień trwa dopiero 8h, a ja już myślę o dalszym śnie i tęskni mi się za kołdrą i mięciutką poduszką. Choć zdecydowanie bardziej mi brakuje ramion M., w których byłam praktycznie bez przerwy przez długie godziny. Osiemnastka zdecydowanie się udała, będzie co wspominać, tym bardziej, że (jak już pisałam) było to nasze pierwsze tego typu wyjście. Jestem bardzo zadowolona z tej nocy, a chyba najbardziej z faktu, że nie musiałam jechać tych kilkudziesięciu kilometrów busem tylko facet mojej siostry wyszedł z propozycją podwiezienia mnie jak i odebrania. Biedaczek musiał wstać po czwartej nad ranem i wsiadać w samochód, ech. :D Najlepszy moment na imprezie, gdy koło czwartej zostało tylko siedem najwytrwalszych osób i ktoś kompetentny dorwał się do sprzętu grającego i w głośnikach poszło kilka rockowych kawałków, w tym Nirvana. Pijany zespół z niewidzialnymi instrumentami i mikrofonami, i ta ekspresja jednego kolesia, który chyba na prawdę myślał, że jest Cobainem (który dokładnie dzisiaj obchodziłby swoje 45 urodziny..co tu dużo mówić - na zawsze pozostanie w moim sercu). :D Niestety trochę ucierpiał na tym mój narząd słuchu, gdy M. wrzeszczał prosto do mojego ucha tekst "Come as You Are". No i jak teraz sobie myślę, to sukienka była bardzo dobrym pomysłem. Koniecznie muszę wyposażyć swoją szafę w kilka kobiecych ciuszków, co sobie zresztą obiecuję już od dłuższego czasu. Trzeba tylko generalnie pomyśleć nad jakimś ciekawym połączeniem sukienek z grunge'owo,  rockowym stylem i myślę, że wszyscy będą zadowoleni. :)

Tak poza tym to jutro wybieram się z koleżanką do kina na "Big Love". Opinie są dobre, a ja ogólnie lubię taką tematykę filmów, więc myślę, że seans będzie udany. Cieszę się, że Polacy częściej robią teraz na prawdę ciekawe produkcje, a nie wciąż tego samego typu, oklepane pseudo komedie, z garstką tych samych aktorów, o których generalnie już słuchać nawet nie mogę. A więc życzcie mi udanego wypadu do kina jak i zapewne kilku sklepów znajdujących się w tym samym centrum handlowym. Mam zamiar kupić kilka rzeczy w Rossmannie, przede wszystkim jakieś masło do ciała i może coś do kąpieli, bo po przetestowaniu kuli do kąpieli Stenders tęsknie za aromatyczną, relaksującą kąpielą z dodatkiem jakiegoś kosmetyku o wyjątkowym zapachu jak i działaniu.. Zobaczymy co uda mi się jutro upolować.

No więc ja się żegnam, dobranoc i miłego dnia! <3

3 komentarze:

  1. Udanych zakupów życzę i pustego portfela po nich :)zapraszam na kolejne candy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jaką egoistką, ja tam lubię o kimś poczytać, byle z sensem, a o to se martwić nie musisz :D no ja już powoli zdrowieje,ale i tak siedzę w domku, na szczęście.jakie słoodkie zdjęcie Kurta, boże! <3
    całe jego urodziny miałam doła, naprawdę. to okropne, że prawdziwi ARTYŚCI umierają, podczas gdy justinek obwieszcza się Kurtem pokolenia -.-
    kurde, nie powiem, zazdroszczę Ci tego M.i party hard też. w dodatku masz kochanego "szwagra" który Cię odwiózł. mnie by pewnie kazali zapierdzielać na nóżkach, nie ważne, jak daleko byłoby to miejsce oddalone od domu.
    a jeśli chodzi o kosmetyki zapachowe - jeśli jeszcze nie próbowałaś,w co wątpię, zaopatrz się w truskawkowe i czekoladowe kosmetyki z the body shopu. cudo!
    pozdrawiam ;*
    Effey//prettyvacant

    OdpowiedzUsuń
  3. znajoma była na filmie big love i mówi że świetny. sama bym się wybrała, ale nie mam czasuuu... ;<

    pozdrowionka :P

    OdpowiedzUsuń