Czasami wole być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zła.

No i pożegnaliśmy 2011, możemy już oficjalnie powiesić na ścianach kalendarze z nową datą - 2012. Jakoś tak nie dociera do mnie ten fakt.. Czas leci bardzo szybko, ostatnio nawet w jakimś dziwnym, zawrotnym tempie. Oczywiście jestem młoda, więc aż tak nie odczuwam tych uciekających lat, ale po prostu widząc taką dużą liczbę na kalendarzu jedyne co przychodzi mi na myśl to "wow"

2011 nie był udanym rokiem. Przywitałam go bardzo dobrze, jednak już w pierwszych dniach stycznia spotkało mnie pewne niepowodzenie, co chyba poniosło za sobą falę smutków i żali. Oczywiście były też dobre momenty, np. świetne wakacje, cudowny wyjazd do Francji, Włoch i Hiszpanii, moja miłość do Barcelony! Oprócz tego pewien marcowy/kwietniowy (o zgrozo, nie pamiętam tego nawet!) dzień, na którego efekty końcowe w dalszym ciągu czekam i nie wiem czy kiedykolwiek się ich doczekam. Oprócz tego wydarzyło się mnóstwo ciekawych sytuacji, które w tej chwili wyleciały mi z głowy. Ale tak ogólnie był to chyba rok spod znaku ogromnego lenistwa, bez jakichkolwiek motywacji oraz ambicji. W 2012 na prawdę muszę poważnie popracować nad swoim systemem motywacyjnym, a przy okazji poważnie pomyśleć nad moimi ambicjami, w końcu czeka mnie wybór liceum, a jednak mając pewne możliwości, wypada je wykorzystać. Powinnam też trochę popracować nad sobą - swoim ciałem, ale charakterem także, a może nawet przede wszystkim. Właściwie takie postanowienia mam co najmniej 10 razy w roku i trwam w nich najwyżej kilka dni (co i tak jest sporym sukcesem), a potem bardzo ambitnie stwierdzam, że mi się nie chce. Więc chyba przede wszystkim skupię się nad tym żeby mi się zachciało, a dopiero potem pomyślę nad resztą. 

Tak więc chyba tyle odnośnie podsumowań i postanowień. Właściwie nawet nie miałam zamiaru czegoś takiego robić, ale szukałam ostatnio podsumowania 2010 roku i postanowień na 2011 żeby sprawdzić, jak moje życie się przez ten czas zmieniło, ale ku mojemu ogromnemu niezadowoleniu, nigdzie czegoś takiego rok temu nie pisałam (zgadnijcie czemu - nie chciało mi się), więc tym razem poczułam się zobowiązana do naskrobania chociażby kilku zdań. :)

Jak Wam minął sylwester? U mnie bardzo dobrze i mam nadzieję, że Wy bawiliście się przynajmniej tak dobrze jak ja. Oczywiście musiałam coś odpalić i zadzwonić do niewłaściwej osoby (no dobra przyznam się, że to była osoba, z którą najbardziej chciałam rozmawiać) i narobić sobie wstydu. No bo proszę Was, kto normalny mówi drugiej osobie, że jest zazdrosny o jej (właściwie to jego) gitarę? Miałam napisać, że ja, ale sobie przypomniałam, że normalność kopnęła mnie w tyłek jak tylko się urodziłam. No cóż! Ale ogólnie zakończyłam rok bardzo pozytywnie i to się liczy. 

Więc na dzisiaj sam tekst, właściwie nie zależy mi na tym żeby ktoś to przeczytał, zależy mi na tym, żeby móc za rok wejść tutaj i przeczytać co takiego postanowiłam na miniony rok. :) A teraz idę już spać, dobranoc, trzymajcie się. ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz