All we ever wanted was an answer.

Witam Was w ten cudowny, świąteczny, rodzinny czas. Tja. Siedzę sobie sama w domu, słucham muzyki i zaraz zabieram się za dalsze oglądanie "How I Met Your Mother". Jakoś tydzień temu oglądnęłam pierwszy odcinek i nie bardzo mi się spodobał, ale stwierdziłam, że jednak musi coś być w tym, skoro tyle osób ten serial tak zachwala. I w istocie - jest. Pierwsze wrażenie rzeczywiście było słabe, ale z kolejnymi odcinkami coraz bardziej lubię ten serial. Humor na na prawdę wysokim poziomie. Siedziałam prawie do piątej rano oglądając kolejne odcinki, w końcu nawet obudziłam swoim śmiechem mamę śpiącą spokojnie w pokoju obok. ;) Bez problemu "How I Met Your Mother" poprawił mój humor i wyciągnął ze świątecznego dołka. Dlatego żeby znowu nie popaść w swój wczorajszy stan zabieram się za kolejne epizody. 

Nie będę Was pytać jak minęła wigilia i pierwszy dzień świąt, bo będę szczera - ani trochę mnie to nie obchodzi w tej chwili. Nie dałabym rady wysłuchiwać tych wszystkich opowieści o pięknych świętach spędzonych w atmosferze miłości. Dlatego przepraszam, ale nie przeczytałam ani jednego świątecznego postu, nawet tego z życzeniami. Oglądnęłam tylko zdjęcia, pozazdrościłam fajnych prezentów i nic więcej. Otwieram takie notki tylko dlatego, bo (jak chyba każdy) uwielbiam oglądać rzeczy, które znalazły pod choinką inne osoby. Nie wiem właściwie czemu tak, z wrodzonej wścibskości większości społeczeństwa? A więc właśnie dlatego zrobiłam też zdjęcia swoich prezentów, które są bardzo, bardzo skromne. Rozpieszczana niestety nigdy nie byłam. ;)

Rimmel Stay Matte pressed powder (kolor 001 transparent), AA Love & Kiss Rozświetlający błyszczyk do ust(z efektem trójwymiarowego powiększenia), L'oreal Paris Volume MilionLashes maskara, L'oreal Paris Contour Khol(kredka do oczu, kolor 131  Noir Intense Jet Black) oraz strugaczka do kredek z L'oreal Paris. 

Oprócz tego dostałam wspominane w poprzednim poście rękawiczki, czapkę i komin. Z wyżej przedstawionego zestawu jestem średnio zadowolona, ponieważ błyszczyków nie używam, kredki posiadam trzy i spełniają jak najbardziej moje oczekiwania co do kredek. Tusz do rzęs pomimo, że mi się właśnie kończy, to zdecydowanie tego bym nawet w sklepie palcem nie ruszyła. Bardzo nie lubię takich szczoteczek, moim zdaniem nie da się nimi osiągnąć odpowiedniego efektu pogrubienia, który pragnę ujrzeć na swoich rzęsach. Ale mam nadzieję, ze trochę popracuję z tą szczoteczką i nauczę się nią odpowiednio posługiwać. Natomiast puder to był strzał w dziesiątkę, zresztą na pewno podpatrzony z mojej półki z kosmetykami. :)

Przy okazji zrobiłam zdjęcia płyty Comy, którą dostałam od koleżanki na szkolnej wigilii. Cała płyta ma wygląd cienkiej książeczki w twardej oprawce, która nie jest tak jak w większości płyt plastikowa, tylko właśnie wykonana z bardzo grubego papieru, tekturki. W środku jest kilka stron z wysokiej jakości papieru, a na nich genialne zdjęcie zespołu oraz teksty wszystkich utworów. Jestem wręcz zachwycona wyglądem i oprawą graficzną tego albumu. Pełen minimalizm, czyli zdecydowanie to, co kocham, a przy tym genialna gra kolorami, która ma też pewne odzwierciedlenie w samych utworach. Cała płyta nie ma tytułu, potocznie jest nazywana czerwonym albumem. Zapytacie dlaczego? Podobno aby nie zasugerować niczego słuchaczom, dać im pełne pole do popisu przy interpretacji całego krążka. Ogólnie nie wiem czy polecać Wam, czy nie, ponieważ Coma jest takim zespołem, który ma tyle samo fanów, ile przeciwników. Jeśli ktoś lubi takie brzmienia i specyficzne teksty, to myślę, że warto się zapoznać nie tylko z tym albumem, przede wszystkim z debiutanckim pt. "Pierwsze Wyjście z Mroku" - to jest dopiero genialna płyta, najnowsza jest jednak o wiele, wiele gorsza. :)


+ Polecam gorąco konkurs na blogu dirty-poison. Do wygrania kolorowe torby! klik

Don't worry baby, it's just the end of the world

Jeszcze nie ma świąt, a ja już się dzisiaj tak obżarłam wszelkimi ciastkami i czekoladą, że jeju. Ale skoro dostałam tyle pysznych pierniczków, kruchych ciastek, czekoladę taką dużą, a na dodatek moja mama kupiła ciasteczka zoo, a ja mam manię wyjadania wszystkich żółwi znajdujących się w paczce.. No co tu zrobić? W tej chwili na myśl o czymś słodkim, mam odruchy wymiotne. Jak ja przeżyję święta? Jakoś ostatnio coś złego stało się z moim żołądkiem. Skurczył się chyba, bo przyjmuje dużo mniejszą ilość jedzenia niż do niedawna. W sumie nie ma na co narzekać, ale jeśli zjem chociaż połowę tego, co normalnie jadam w wigilię, to będzie na prawdę dobrze.

Dzisiaj nareszcie był ostatni dzień szkoły, czyli wigilia klasowa. Nie przepadam za takimi uroczystościami, ale to jest chyba logiczne, skoro całego Bożego Narodzenia nie lubię. Ale przynajmniej dostałam na prawdę fajny prezent i to rekompensuje wszystkie wady dzisiejszego dnia. Miałyśmy z koleżanką siebie nawzajem, więc dałam jej płytę Comy "Pierwsze Wyjście z Mroku", lakier do paznokci oraz bransoletkę, a ja dostałam najnowszą płytę Comy, herbatę(O smaku truskawek i sernika, piliście kiedykolwiek taką? Smakuje trochę jak kisiel truskawkowy), wielką czekoladę oraz tzw. lip smackera o smaku truskawkowej fanty, który też ma podejrzany kisielowy smak. Zresztą ostatnio wszystko dla mnie pachnie/smakuje jak kisiel. :D Ogólnie to cały dzień dzisiaj męczę sąsiadów głosem Roguca w duecie z moim, wiec niezwykle wybuchową mieszanką. Czerwony album przesłuchałam już chyba z 10 razy i trochę mam dość już tych wszystkich piosenek, ale jakoś nie chce mi się wyłączać wieży. Niech sobie jeszcze pogra. Szkoda tylko, że mi się na last.fm nie scroblują piosenki! Tak poza tym, to chciałam zrobić jakieś tam zdjęcia tych prezentów, ale wpadłam na ten pomysł po zachodzie słońca, a z moim beznadziejnym aparatem, bez dobrego, naturalnego światła o jakichkolwiek zdjęciach nie ma mowy. Może kiedy indziej. :)

Dzisiaj spędziłam czas na kupowaniu sobie prezentu od mamy. Brzmi dziwnie, ale dostałam kasę i mama mi zakomunikowała żebym sobie pojechała gdzieś do galerii i kupiła coś, co chcę.. Tak więc padło na rękawiczki, czapkę i jakiś komin. Czapkę i rękawiczki dzisiaj już kupiłam, przede mną jeszcze zakup komina. Tak właściwie to myślałam, że będzie większy wybór w sklepach. Wszędzie prawie same szaliki, a jak już się znajdzie jakiś komin, to za 50 zł wzwyż. To jednak trochę drogo, bardziej się chyba opłaca samemu zrobić na drutach. Może kiedyś w przypływie weny twórczej poproszę mamę o nauczenie mnie posługiwania się drutami i włóczką. A w tej chwili natomiast mam ochotę zrobić jakąś bransoletkę z muliny, ale chyba mi się jednak nie chce. Ach, wracając do tematu komina - jutro pojadę kupić taki ładny, bordowy do kompletu z czapką. Btw. to dziwne, że czapka była na przecenie, a komin nie był..oO Przy okazji na prawdę polecam zajrzeć teraz do H&M, ponieważ jest mnóstwo promocji i to bardzo interesujących. :)

Ach, ach. To jest taki post w stylu 'milion linijek o niczym szczególnym', a więc nawet nie warto tego czytać. Na koniec pragnę pokazać Wam bransoletkę, którą z ogromną chęcią widziałabym w swojej drobnej kolekcji biżuterii:

 
 
Przy okazji mogę się pochwalić, że mój geniusz osiągnął jeszcze wyższy poziom. Nie mam pojęcia jak ja to zrobiłam, ale ściągając z palców pierścionek krzyż - złamałam go na pół. :C Pasowałoby go skleić, ale ciągle o tym zapominam. No nic! Dobranoc i wesołych świąt, gdybym się nie odezwała do tego czasu. Trzymajcie się kochani. ♥

I can't sleep until I devour you

Coraz poważniej myślę nad zmianą wyglądu bloga. Pasowałoby w końcu zrobić tutaj jakiś nagłówek z prawdziwego zdarzenia, bo odkąd siedzę na blogspocie, to ani razu takowego nie miałam. Przez dzisiejsze robienie świątecznych kartek na konkurs nabrałam jakiejś chęci do tworzenia, bo sobie przypomniałam jaką wielką przyjemność zawsze mi to sprawiało. Siedziałam ponad 3h w Photoshopie malując jakieś bałwanki, mikołaje, prezenty itp. i pomimo, że efekty są koszmarne i zdaję sobie sprawę, że na wygraną w konkursie nie mam szans, to nie żałuję tego czasu spędzonego w PS'ie. Nabrałam jeszcze większej ochoty na tworzenie czegokolwiek. Zaczynając na tych głupich świątecznych kartkach(może jakaś tysięczna w końcu będzie się nadawać do pokazania publicznie? :>) na jakichś wymyślnych kolażach kończąc. Ach! Gdybym tylko miała pomysły na te wszystkie prace, a przede wszystkim materiały! Coś mi mówi, że jak tylko skończę pisać ten post, to odpalę Photoshopa. ;)
Jutro mam tylko dwie lekcje, a dokładnie dwa zastępstwa. Czy ktokolwiek widzi jakiś sens w pójściu do szkoły? Jakby nie mogli nam wszystkich lekcji odwołać.-.- Tzn. pewnie nie mogą, ale bardzo ułatwiliby mi tym życie. Tak to muszę się narażać na gniew mamy przez to, że 'wagaruję'. :3 Ale przynajmniej się jutro wyśpię.
Hej! Nie ogarniam tego co ostatnio znalazłam na tumblrze! I to na zagranicznym, a najlepsze z tego wszystkiego jest to, że ta animacja posiada 960 'notes'. 
Muszę powiedzieć szczerze, że w życiu nie spodziewałabym się, że ten film wybije się poza polskie granice. Nie dlatego, że jest słaby, wręcz przeciwnie - uważam, że "Sala samobójców" to bardzo dobra produkcja. Po prostu Polska nie ma za dużego wkładu w światowe kino i chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego tak bardzo zaskoczył mnie widok Dominika na mojej tumblrowej tablicy (btw. po polsku to się nazywa kokpit. : O). Pozostaje jeszcze pytanie ile osób rebloggowało to dlatego, że jest fajny cytat i przystojny emo chłopak, a ile dlatego, że na prawdę oglądnęło "Salę samobójców"? Miejmy nadzieję, że tych drugich jest więcej, bo myślę, że to na prawdę film, który ma szanse podbić serca nie tylko Polaków.
Na dzisiaj nie mam żadnych ciekawych zdjęć-inspiracji, ale mogę Wam pokazać zdjęcie, a raczej osobę na nim, które podbiło moje serce. ♥

Tym bardzo miłym akcentem żegnam się z Wami. Słodkich snów!  :)

P.S. Jedząc niedobry, sztuczny truskawkowy kisiel udało mi się znaleźć tę nieziemską sesję i zrobić nagłówek. Co o nim myślicie? :>

Where's the strength we relied on?

Nie ogarniam.

 
Marzy mi się taki kolczyk w nosie. Już tak mam, że od czasu do czasu mam zajawkę na przekłucie jakiegoś miejsca i zazwyczaj nic z tego nie wychodzi. Jednak jeśli moje 'marzenie' dotrwa do czerwca, to na moim nosku prawdopodobnie zawita taki kolczyk. Poczekamy te kilka miesięcy, to się przekonamy.
Jak tam Wasze sylwestrowe plany? Do sylwestra jeszcze tylko 20 dni, a ja nie wiem jak to wszystko będzie wyglądać. Niestety nie zapowiada się na żadną imprezę, raczej na skromny chillout w babskim gronie. ;D Ale i tak powinno być ciekawie, oczywiście o ile nasze plany w ogóle wypalą, bo z tym różnie bywa. 
Ach. A teraz potrwam sobie jeszcze chwilkę w swoim 'nieogarnianiu', w pieprzonym mętliku w głowie, w mnóstwach sprzeczności, w irracjonalnych uczuciach oraz ogromnej frustracji. 
Do napisania! ♥

the day that never comes

Och, Jezu. Jesienno-zimowa nostalgia pochłonęła mnie już doszczętnie. Nic mi się nie chce, wszystko jest mi obojętne, a na dodatek mam wrażenie, że każdy mnie olewa, ma mnie gdzieś, a spora część moim znajomych mnie wręcz wykorzystuje. Gdyby tego było mało, to umieram z bólu brzucha i głowy, jest mi cholernie zimno i chce mi się spać. Jakoś tak nawet nie mam ochoty na czytanie, w dalszym ciągu na mojej półce leży pięć rozpoczętych książek i jedna, której zdążyłam tylko popodziwiać okładkę, bo na więcej nie miałam ochoty. Nawet Święty Mikołaj mnie w tym toku nie odwiedził! A jak sobie pomyślę o zbliżających się świętych to mam ochotę zwrócić śniadanie. Ale sama sobie zrobiłam mikołajki i kupiłam dwa lakiery Golden Rose. W krakowskim M1 zrobili ich drogerię z czego jestem bardzo zadowolona, bo lakiery są świetne i na dodatek tanie (3,90 zł za 12,5 ml!), o ilości kolorów i rodzajów nie wspominając. Jeszcze nie raz tam przyjdę na lakierowe łowy, choć pomimo, że moja kolekcja lakierów jest dość skromna(ok 25 sztuk), to mam wrażenie, że posiadam już wszystkie możliwe kolory i odcienie, przez co trudno mi znaleźć coś ciekawego, czego nie mam w swojej kolekcji. Ale na szczęście tak mi się tylko wydaje, bo przecież lakierów są miliony i każdy kolejny będzie inny od poprzedniego.
Za mną już pierwsze próbne egzaminy. Nie było tak źle jak się spodziewałam. Myślałam, że będzie dużo wyższy poziom i będę mieć mnóstwo problemów, ale było w miarę okej. Oczywiście mam kilka błędów, najwięcej z historii i wosu, ale mam nadzieję, że rozprawka z polskiego mi dobrze poszła. Jutro za to przedmioty przyrodnicze i matematyka. Żałuję tylko, że nie piszemy próbnego z angielskiego, bo jestem bardzo ciekawa poziomu. Zaawansowany pewnie sprawi mi troszkę kłopotów, podstawowy nie powinien, ale jednak wolałabym zobaczyć chociaż jak to będzie wyglądać. 
Ach, relaksuję się śpiewając swoje ulubione piosenki i na moment zapominam, że nie potrafię wydobyć z siebie chociażby jednego czystego dźwięku. Nie wiem czy kiedykolwiek tutaj o tym pisałam, ale moim największym marzeniem jest potrafić śpiewać. Niestety Bóg nie raczył mi dać jakichkolwiek umiejętności w tej materii, tak więc jest to powód moich największych życiowych frustracji. Ale cóż.
Jak zwykle przybywam do Was z kilkoma tumblrowymi inspiracjami, tak więc miłego oglądania. ♥



Hunt you down all nightmare long

Moją szkołę czasami na prawdę da się lubić. Ale tylko czasami, w bardzo rzadkich sytuacjach. Dzisiaj zdecydowanie ją lubię. Skrócili nam dzisiaj lekcje - każda trwała tylko 30 minut, czego efekt był taki, że o 10:00 byłam już w domu, a zaczynałam normalnie o 8:00. Ale to nie wszystko, bo jutro mamy cały dzień wolny, z okazji 50lecia gimnazjum. Tak, więc nie narzekam i cieszę się długim weekendem. Następny tydzień też będzie można podpiąć pod długi weekend, ponieważ środa i czwartek to próbne egzaminy, a w piątek jest obowiązkowe wyjście dla całej szkoły, prawdopodobnie idziemy do kina na "Listy do M.". Szkoda tylko, że najgorsze dni to poniedziałek i wtorek, kiedy mam po 7 i 8 godzin. Nie jest to jakaś zawrotna liczba, ale w inne dni w szkole siedzę zdecydowanie mniej. No, ale nie narzekam. Bardzo cieszą mnie te wolne dni, a egzaminami się jakoś szczególnie nie stresuję. Co będzie to będzie.

Doszły mi dzisiaj martensy! Ale się cieszę! Gołym okiem widać, że używane, bo są troszkę porysowane na czubkach, pomarszczone na zagięciach itp., ale ogólnie oceniam, że są w dobrym stanie, więc nie żałuję zakupu. Bałam się czy będą wygodne, bo ludzie mnie straszyli, że się w martensach chodzić nie da, że coś tam coś tam, ale nie jest źle. Po prostu buty jak buty, nie są jakoś super wygodne, ale nie spodziewałam się niczego lepszego. Choć ja ze swoją cholernie delikatną skórą i tak muszę się zaopatrzyć w zapas plastrów. Jedyną rzeczą, która mi się w nich nie podoba jest to, że jestem w nich wyższa o 3,5 cm. :C No, ale cóż niestety się nie skurczę.


Jutro wybieram się w końcu do kina na "Przed Świtem". Oglądał już ktoś z Was? Mam nadzieję, że film lepszy niż poprzednie, choć i tak "Zaćmienie" było ciekawsze niż wcześniejsze części. Ale ogólnie wydaje mi się, że ta historia jest już przereklamowana, oklepana i nudna, a sam film pewnie będzie żałosny.:D Ale przekonam się jutro, miejmy nadzieję, że zostanę pozytywnie zaskoczona. :)

Na dzisiaj to tyle, pozdrawiam! ♥