Don't worry baby, it's just the end of the world

Jeszcze nie ma świąt, a ja już się dzisiaj tak obżarłam wszelkimi ciastkami i czekoladą, że jeju. Ale skoro dostałam tyle pysznych pierniczków, kruchych ciastek, czekoladę taką dużą, a na dodatek moja mama kupiła ciasteczka zoo, a ja mam manię wyjadania wszystkich żółwi znajdujących się w paczce.. No co tu zrobić? W tej chwili na myśl o czymś słodkim, mam odruchy wymiotne. Jak ja przeżyję święta? Jakoś ostatnio coś złego stało się z moim żołądkiem. Skurczył się chyba, bo przyjmuje dużo mniejszą ilość jedzenia niż do niedawna. W sumie nie ma na co narzekać, ale jeśli zjem chociaż połowę tego, co normalnie jadam w wigilię, to będzie na prawdę dobrze.

Dzisiaj nareszcie był ostatni dzień szkoły, czyli wigilia klasowa. Nie przepadam za takimi uroczystościami, ale to jest chyba logiczne, skoro całego Bożego Narodzenia nie lubię. Ale przynajmniej dostałam na prawdę fajny prezent i to rekompensuje wszystkie wady dzisiejszego dnia. Miałyśmy z koleżanką siebie nawzajem, więc dałam jej płytę Comy "Pierwsze Wyjście z Mroku", lakier do paznokci oraz bransoletkę, a ja dostałam najnowszą płytę Comy, herbatę(O smaku truskawek i sernika, piliście kiedykolwiek taką? Smakuje trochę jak kisiel truskawkowy), wielką czekoladę oraz tzw. lip smackera o smaku truskawkowej fanty, który też ma podejrzany kisielowy smak. Zresztą ostatnio wszystko dla mnie pachnie/smakuje jak kisiel. :D Ogólnie to cały dzień dzisiaj męczę sąsiadów głosem Roguca w duecie z moim, wiec niezwykle wybuchową mieszanką. Czerwony album przesłuchałam już chyba z 10 razy i trochę mam dość już tych wszystkich piosenek, ale jakoś nie chce mi się wyłączać wieży. Niech sobie jeszcze pogra. Szkoda tylko, że mi się na last.fm nie scroblują piosenki! Tak poza tym, to chciałam zrobić jakieś tam zdjęcia tych prezentów, ale wpadłam na ten pomysł po zachodzie słońca, a z moim beznadziejnym aparatem, bez dobrego, naturalnego światła o jakichkolwiek zdjęciach nie ma mowy. Może kiedy indziej. :)

Dzisiaj spędziłam czas na kupowaniu sobie prezentu od mamy. Brzmi dziwnie, ale dostałam kasę i mama mi zakomunikowała żebym sobie pojechała gdzieś do galerii i kupiła coś, co chcę.. Tak więc padło na rękawiczki, czapkę i jakiś komin. Czapkę i rękawiczki dzisiaj już kupiłam, przede mną jeszcze zakup komina. Tak właściwie to myślałam, że będzie większy wybór w sklepach. Wszędzie prawie same szaliki, a jak już się znajdzie jakiś komin, to za 50 zł wzwyż. To jednak trochę drogo, bardziej się chyba opłaca samemu zrobić na drutach. Może kiedyś w przypływie weny twórczej poproszę mamę o nauczenie mnie posługiwania się drutami i włóczką. A w tej chwili natomiast mam ochotę zrobić jakąś bransoletkę z muliny, ale chyba mi się jednak nie chce. Ach, wracając do tematu komina - jutro pojadę kupić taki ładny, bordowy do kompletu z czapką. Btw. to dziwne, że czapka była na przecenie, a komin nie był..oO Przy okazji na prawdę polecam zajrzeć teraz do H&M, ponieważ jest mnóstwo promocji i to bardzo interesujących. :)

Ach, ach. To jest taki post w stylu 'milion linijek o niczym szczególnym', a więc nawet nie warto tego czytać. Na koniec pragnę pokazać Wam bransoletkę, którą z ogromną chęcią widziałabym w swojej drobnej kolekcji biżuterii:

 
 
Przy okazji mogę się pochwalić, że mój geniusz osiągnął jeszcze wyższy poziom. Nie mam pojęcia jak ja to zrobiłam, ale ściągając z palców pierścionek krzyż - złamałam go na pół. :C Pasowałoby go skleić, ale ciągle o tym zapominam. No nic! Dobranoc i wesołych świąt, gdybym się nie odezwała do tego czasu. Trzymajcie się kochani. ♥

1 komentarz: