Skaczemy do góry ludzie, bo każdy może być na luzie.

Koncert Comy - cudo! Coś niesamowitego, na prawdę. Tego się nie da opisać słowami, trzeba tam być. W tym tłumie, wśród pogujących, wrzeszczących teksty piosenek ludzi. Atmosfera genialna, Roguc zajebisty(jego tatuaż! ♥). Muszę przyznać, ze to mój pierwszy koncert z prawdziwego zdarzenia i na początku byłam trochę zagubiona, a to uczucie powiększało się, gdy zobaczyłam średnią wieku ludzi(większość była koło trzydziestki, zdarzali się też starsi). Na szczęście młodych też było sporo i szybko się odnalazłam. Żałuję trochę, że nie robiłam zdjęć i filmów, ale na moim telefonie nie da się nic zrobić niestety. Nawet supproty były świetne. Najpierw Clock Machine i przystojny wokalista.:D Potem metalowy zespół 230 volt i to on rozgrzał publikę - zaczęło się totalne szaleństwo. Było pięknie, cudownie. Nieziemsko, haha. ♥ Ogólnie jeszcze wczoraj byłam pełna pozytywnej energii i pozytywnych emocji, natomiast dzisiejszy dzień niestety kompletnie zepsuł moją wczorajszą euforię. Ale o koncercie mogłabym właściwie jeszcze pisać i pisać, a dalej nie przekazałabym Wam jeszcze wszystkiego. Małym podsumowaniem może być fakt, że jestem cała obolała, podrapana i mam zdarte gardło. Ale nie narzekam! Wręcz przeciwnie - to oznaki jak zajebiście się bawiłam!

A teraz zabieram się za zadanie, bo trochę tego niestety jest. Ech. Trzymajcie się, pozdraaawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz