Who needs action when you got words?

Uwielbiam piosenkę Plateau w wykonaniu Nirvany. Dużo lepsza wersja(moim zdaniem przynajmniej) niż oryginalna Meat Puppets. Głos Kurta jest cudowny, mam dreszcze(pozytywne oczywiście), gdy go słyszę. Nie mam pojęcia jak mogłam kilka lat temu zachwycać się inną muzyką, nie znając tego co najlepsze, co kultowe. Ach, tym razem Cobain zerka na mnie z plakatu ze zrozumiem oraz aprobatą w oczach.

Jestem cholernie zła(nowość, cnie?), ponieważ jest to już koniec czwartej serii True Blood(nie wiedzieć czemu, nie lubię polskiej nazwy tego serialu). Najlepszy serial EVER. Po prostu nigdy nie oglądałam czegoś równie genialnego, a na samym początku podchodziłam do Czystej Krwi bardzo sceptycznie... Uwielbiam wątek Sookie&Eric, aczkolwiek teraz już jest zupełnie inaczej. Uwielbiałam Erica jako bad boya(słabość do takiego typu, ech), Eric jako good boy też był niezły, ale po przywróceniu pamięci już mi nie odpowiadało za bardzo jego zachowanie. Było takie.. inne. Ojej. Ogólnie tęsknie za serialem niesamowicie, nie mam pojęcia jak wytrzymam do czerwca(?)..

W przypływanie desperacji wzięłam się za to za Californication. Zdarzyło mi się coś tam oglądnąć w tv, ale wiadomo, że lepiej na spokoju obejrzeć wszystkie odcinki po kolei. Serial fajny, ale nie zachwyca moim zdaniem. Strasznie lubię dwunastolatkę Beccę i jej rockową duszę. A zauroczenie w nauczycielu gry na gitarze było słodkie, a sam gitarzysta niczego sobie. ;D

Moje małe przeziębienie w oka mgnieniu przeobraziło się w zapalenie gardła. Nieźle. W czwartek musiałam iść do lekarza(Uwierzycie, ze to mój pierwszy raz u lekarza samej? Zawsze chodziłam z mamusią.:>), dostałam antybiotyk i pyszny syropek(mogłabym pić go litrami, ale ma ogromne skutki uboczne, a nie chce mi się w coś takiego bawić) oraz, to co cieszy mnie najbardziej, zwolnienie ze szkoły do czwartku. A więc zrobiłam sobie mini wakacje, bo to prawie dwa tygodnie wolnego. Mam mdłości jak pomyślę o zaległościach jakie mam i będę mieć. Tyle kartkówek i sprawdzianów do napisania, że głowa mała. Ale jakoś to przeżyję, muszę.

Chciałam ostatnio stworzyć nowy nagłówek na bloga, a jedyne co mi wyszło to minimalistyczna pseudo tapeta. Zrobiona na wielkość mojego malutkiego monitora, ale gdyby komuś się przypadkiem spodobała, to bez jakiegokolwiek problemu jestem w stanie przerobić ją na dowolną wielkość. Tak więc, enjoy.


A teraz zabieram się dalej za Californication, a Wam życzę udanej nocy i słodkich snów. ♥

3 komentarze:

  1. no bo wczoraj już do mnie nie podszedł, nie uśmiechnął się do mnie ani razu,a nasze spojrzenia spotkały się tylko kilka razy. pewnie zdał sobie sprawę, że jestem głupia i brzydka :)
    co do Twojej pseudo tapety, to muszę się pochwalić, że widnieje sobie u mnie aktualnie na pulpicie. bomba jest :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ogólnie nie przepadam za polskimi wersjami tytułów serialów czy filmów. Są takie naciągane, zbyt dosłowne albo zupełnie odbiegające od tematu xd Oj, szybko wracaj do zdrowia ;* Mi również ta pseudo tapeta się podoba. W ogóle uważam, że tapety na pulpit nie powinny być za bardzo przekombinowane, tylko właśnie takie minimalistyczne. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję, że masz rację :3
    haha, fajną masz mamę XD
    nawiążę jeszcze do Twojego postu: a widzisz? mówiłaś, że nie możesz ostatnio zachorować i proszę - od razu zapalenie. wykrakała żeś ;D

    OdpowiedzUsuń