and if you save yourself, you will make him happy

Witam! :3 Dzisiaj pomimo tego, że niby jestem dalej chora, dalej na antybiotyku, cały dzień spędziłam w second handach. Pierwszy to podobno największy w Krakowie, ale przyznam szczerze, że mnie przeraził. Nie jego wielkość, ale to, że ciuchy tam były porozrzucane po podłodze i żeby dostać się do wieszaków trzeba było chodzić po tej dwudziesto centymetrowej warstwie ubrań... Może jestem głupia, ale dla mnie to trochę jednak dziwne. Żal mi było deptać te wszystkie tkaniny, więc postawiłam na nich może tylko dwa kroki. A ciuchów szukałam na wieszakach, do których był dostęp. I tak właściwie ani ja, ani moja przyjaciółka nie znalazłyśmy nic dla siebie. Ja tylko w paskach wygrzebałam bransoletkę(?), za którą dałam aż złotówkę(zdjęcie niżej). Potem zaliczyłyśmy jeszcze kilka mniejszych sh i jak zwykle największy wybór był w naszym ulubionym, gdzie do przymierzalni wtargałyśmy dwa pełne po brzegi koszyki swetrów. Na okres jesienny/zimowy zamiast bluzek i t-shirtów zainwestowali w swetry. Na prawdę było w czym wybierać, ale większość mi nie pasowała(strasznie wyglądam w dekolcie w serek. :>). Pomimo tego i tak udało mi się kupić dwa świetne kardigany za 15 i 16 zł. ;) Dodatkowo kupiłam dwie pary rurek. Z jednych jestem bardzo zadowolona, gdyż są to w idealnym stanie, czarne rurki z H&M, za które normalnie dałabym pewnie stówę, a tak to zapłaciłam jedynie skromne 15 zł. Ogólnie zakupy uważam za jak najbardziej udane, choć nastawiłam się na jakieś nowe bluzki, ale swetrów i spodni nigdy dość!
 Drugie spodnie i drugi sweterek są w stu procentach czarne, ale słaby aparat i lampa błyskowa robią swoje. ;D

Na zdjęciach z bransoletką widać moje żyły na rękach. To jest koszmar! Dzisiaj w przebieralni zauważyłam jak bardzo mi je widać na całym ciele. Nie są to pojedyncze żyły, ale całe jakieś dorzecza z główną żyłą i mnóstwem małych dopływów. Bladość jest fajna, czasami nawet seksowna. Ale ja wyglądam jak zombie ze swoją przezroczystą skórą i mnóstwem żył na wierzchu. Grr. Nic mi nawet nie dało śródziemnomorskie słońce. Brązowa byłam jakieś 3 tygodnie i w tej chwili nie ma już ani śladu. Ech.

Niżej zdjęcie jak byłam jeszcze bardzo opalona. Zostało zrobione w Barcelonie, mieście, w którym jestem totalnie zakochana i jestem pewna, że nie raz tam jeszcze wrócę, a dokładnie przed La Sagrada Familia. Kościół robi niesamowite wrażenie, a w swojej brzydocie jest wręcz piękny!
Takie małe wakacyjne wspomnienie, tęsknie za wakacjami i ludźmi z obozu. Ach. No nic, teraz żegnam Was rzygając tęczą! Dobranoc. <3 ;D
(dzieło mojej przyjaciółki)

1 komentarz:

  1. O tak Delena najlepsza ;) A kto go nie uwielbia hehe. Nie to co jego brat, w tym sezonie Stefan denerwuje mnie bardziej niż zwykle xd No cóż.
    Fajne rzeczy sobie kupiłaś. U mnie jest zazwyczaj ciężko z zakupami, bo albo mi się nic nie podoba albo nie ma mojego rozmiaru...
    Barcelona *____* Czemu mnie ze sobą nie zabrałaś? :p

    OdpowiedzUsuń